niedziela, 21 sierpnia 2016

O to pierwszy rozdział mojego małego opowiadania jeśli wam się podoba bardzo się cieszę. I proszę o komentarz czy chcielibyście następne. Jeśli nie to na tym jednym najprawdopodobniej zakończę dodawanie. Miłego dnia wam wszystkim :)


-Laila zamknij w końcu to okno!! – krzyknęła do mnie opiekunka z drugiego końca korytarza.
-Już zamykam pani Bizz- uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
Chyba nie poznacie nigdy bardziej pechowej osoby o de mnie. Piąty raz przez całe swoje krótkie życie trafiłam do domu opieki. Bardziej wszystkim znane jako dom dziecka pani Bizz. Miła staruszka która niestety nie ma już tyle samo siły co kiedyś. Dlatego razem z Raven i Kirą pomagamy jej zajmować się młodszymi dziećmi. Ale same chciałybyśmy z tąd wyfrunąć. Jeden obskurny pokój przez całe życie, wciąż ta sama ulica. Jedyne co się u mnie zmienia to szkoła.  Trafiałam do pięciu rodzin zastępczych niestety w żadnej nie było mi dane zostać dłużej niż pół roku. Zwykle były to nieprzewidziane problemy. Jako adoptowane dziecko nikt mnie nie lubił zwykle zwracałam na siebie uwagę tylko złodziejaszków czy ćpunów. Niechciane podpalenie, pobicie, kradzież i tak od domu do domu w każdym uważano że uda się mnie sprowadzić na dobrą drogę. Niestety żadnemu się to nie udało i w końcu zawsze wracałam do pani Bizz. Czuję że nie wykorzystałam jej dobroci i ja zawiodłam ale starałam się być ta dobra po prostu czuje ze nie jest mi to pisane.  
Szłam powoli zielonym korytarzem rozmyślając. Nie wiedząc kiedy stanęłam przed drzwiami swojego pokoju. Kira siedziała na łóżku przeglądając czasopismo modowe. Zawsze życzyłyśmy jej kariery modelki. Figura, nogi do sufitu, uroda której każda jej zazdrości jest stworzona do bycia modelką. Tylko jest trochę głupia w jej przypadku stereotyp blondynki  to prawda. Ponieważ zamiast się uczyć wolała spędzać popołudnia w łóżku z facetami.  Ani ja ani Raven jej z tego powodu nie potępiałyśmy w końcu miałyśmy tylko siebie od początku. Ale nie ma się co dziwić skoro od małego patrzyła jak jej mama puszcza się za pieniądze. Sama była owocem szalonej i nieplanowanej nocy. Jak zwykle siedziała w swojej ulubionej miniówce i czerwonej bluzce z dekoltem. Jej biust nie był jakiś ogromny. Natomiast faceci nigdy nie potrafili oderwać od niego wzroku.
Raven za to popalała swoją ulubioną trawkę w oknie. Dzięki niej w całym pokoju tym śmierdziało a ja musiałam nas tłumaczyć przed panią Bizz. Rav była typową Gotką. Fioletowe włosy ni jak nie pasowały do jej zielonej bluzki z logo Iron Maiden jej ulubionego zespołu.  Czarne pościerane jeansy nie miały nic wspólnego z jej niebieskimi skarpetkami w kratkę. Zawsze była odmieńcem jak każdy z nas tutaj. Każda inna a jednak razem tworzymy coś. Raven zawsze była buntowniczką broniącą mnie i Kire. Większość uważała ją za chłopaka.  Ale Raven dorosła. Została bossem miejscowego gangu. Nikt z nią nie zadziera jej słowo jest prawem. Co z tego ze prawie milion razy leżała w szpitalu postrzał, pobicie norma. Jestem pewna że była by wspaniałą policjantką gdyby nie to że trafiła tutaj. Normalny dom normalna rodzina i każda z nas była by na pewno gdzie indziej. Szczęśliwa i ciesząca się każdym dniem.
Nagle wszystkie usłyszałyśmy za drzwiami pukanie. Taki dźwięk zawsze wydawała laska pani Bizz. Znowu będą kłopoty.
-Zgaś to szybko!!- ponagliłam Raven.
Zamknęła okno i jakby nigdy nic usiadłyśmy na łóżku przeglądając magazyn razem z Kirą. Dosłownie parę sekund później weszła pani Bizz. Wszystkie przywitałyśmy ją tak szczerym uśmiechem na jaki było nas stać niestety to było za mało.
-Raven-spojrzała na nią srogo- ile razy mam ci powtarzać jeśli chcesz zapalić nie powstrzymam cię ale rób to na dworze.
-Ale to było tak jakby na dworze-Rav spojrzała ze skruchą w stronę okna.
-Chyba założę wam tu kraty- westchnęła pani Bizz
Nagle zza rogu usłyszałyśmy krzyk.
-To pewnie znowu Ian. Odkąd się tu pojawił miewa lęki. Niedawno przywieźli go z granicy Iranu. Jego rodzina zginęła podczas ataku, przeżyła jego siostra ale została na miejscu jest medykiem-kiedy zobaczyłyśmy ze pani Bizz wstaje opierając się o laskę chyba tak starą jak ona, wszystkie odezwałyśmy się chórem.
-Proszę siedzieć- spojrzałyśmy po sobie i w końcu się odezwałam
-My się tym zajmiemy.
Kiedy wyszłyśmy na korytarz zobaczyłyśmy kapiącą wodę z sufitu. To miejsce było stare ale magiczne. Wychowywałyśmy się tu. Pani Bizz nie miała pieniędzy na jakąkolwiek naprawę czy pomoc. Niestety nasz czas też się zbliżał. Zostało około 3 miesięcy do moich 18-stych urodzin. Co wiązało się z odejściem. Raven odejdzie zaraz po mnie. A Kira zostanie tu jeszcze pół roku. Jestem pewna że każda z nas zastanawiała się jak to będzie gdy nas zabraknie. Ale pani Bizz podobnie jak wszyscy wiedza ze każdy chce się z tąd wyrwać nieważne jak to miejsce było by kochane i piękne tu człowiek zazna tylko złudnego szczęścia.
-Jak myślicie co będzie kiedy odejdziemy? – spytała Kira. Przeszywając nas błękitnymi oczami.
-Wszystko pójdzie się jebać!-skwitowała Rav.
-No wiesz jak możesz tak mówić?- oburzyła się Kira.
-Powiedz mi ze nie mam racji?- poczekała aż Kira odpowie ale odpowiedź nie nadeszła- gdyby nie my to miejsce już dawno by się rozpadło. Kiedy odejdziemy pani Bizz nie da rady a dzieciaki odeśle do innych domów. Prawda jest taka że tylko my trzymamy to miejsce jako tako.
-Ale…-zaczęła Kira lecz jej przerwałam.
-Raven ma po części racje gdyby nie nasza pomoc pani Bizz nie dała by sobie rady a dobrze wiemy że każdy chce się z tąd wyrwać i nikt nie ma nam tego za złe. Taka jest kolej rzeczy.
Kira nie zdarzyła już nic więcej powiedzieć bo ujrzałyśmy zapłakanego 9-letniego chłopca z zakrwawioną dłonią. Siedział na podłodze i mamrotał coś kiwając się.
-Pan wilk po mnie przyjdzie. Tak jak przyszedł po mamę i tatę. Zabierze mnie do swojej nory. Zje na śniadanie. Zje na kolacje. Ale mną się nie naje. Wielki jak nosorożec z zębami jak rekin będzie łowił poszukiwał cały czas- chłopiec powtarzał w kółko to samo.
Raven zaczęła nim potrząsać ale bez skutku. Kira zatamowała krwawienie w ręce. Było to niewielkie rozcięcie. Musiał się przewrócić na schodach. Podeszłam do chłopca. Złapałam go za rękę i próbowałam obudzić ale na próżno.
-Może by go tak walnąć? – spytała Raven.
Spojrzałyśmy na nią z Kirą jak na wariatkę. Jej cios mógłby się skończyć dlatego chłopca nawet śmiercią. Żadna z nas nie chciała ryzykować.
-Pan wilk tu nie przyjdzie my cię obronimy- w końcu chłopiec spojrzał na mnie. Jego wzrok był pusty, nieobecny. Był jak lalka bez życia. Nie wiedziałam co się dzieje ale kiedy spojrzałam w oczy chłopca zobaczyłam że są czarne. Wszystkie cofnęłyśmy się do tyłu. Ruszył za nami jakby chciał coś nam zrobić. Kiedy zastałyśmy za sobą tylko ścianę i zero drogi ucieczki. Chłopiec upadł i nie podniósł się. Raven powoli się do niego zbliżyła. Kiedy go dotknęła chłopiec nadal się nie poruszał. W końcu odwróciła go na plecy. Chłopiec spał. Było słychać jego płytki oddech.
-Chyba nie najlepiej jest go budzić- powiedziałam do dziewczyn a one na znak zgody kiwnęły mi głową.
Mogę przysiąść że pierwszy raz widziałam jak Raven Dirris się czegoś boi. Nigdy nie widziałam żeby płakała, zawsze broniła innych nigdy się nie cofając a teraz? Ona cofnęła się i to przed 9-latkiem. Na pewno nie będę jej tego wypominać. Ale chyba wszystkie miałyśmy stracha.
Raven wzięła chłopca na ręce. Szłyśmy korytarzem aż w końcu na jednych z drzwi zobaczyłyśmy napis Ian Adenbur. Weszłyśmy do środka i przeraziłyśmy się jeszcze bardziej. Pokój był cały w namalowanych wilkach, z krwią, kłami. Ale to nie były takie zwykłe wilki. Były to krwiożercze bestie z czerwonymi oczami, wielkie, potężne stworzenia. Rysunki były nawet na oknach a na drugiej stronie drzwi było napisane ,,Pan wilk”.
-No dobra to już jest psychiczne- powiedziała Rav kładąc małego na łóżku- Co to za pan wilk?
-Nie wiem i nie chce wiedzieć. Może to po tym ataku ma jakieś halucynacje.
-A może podkradł Raven grzybki halucynogenne- Kira nie mogła powstrzymać śmiechu. Ja myślałam ze zamrożę Rav wzrokiem.
-Miałaś ich tu nie przynosić!!- krzyknęłam- wiesz dobrze że już kiedyś cie je zabrano.
-Oj to było dawno i nie prawda. Przechowywałam je tylko koledze. Powiedział mi coś o brakach ale nie chciał kasy więc to olałam-mruknęła wychodząc z pokoju.
Po wyjściu z pokoju usłyszałam za sobą głos Kiry.
-A ty dokąd zaraz policyjna?
-Zaraz przyjdę- uśmiechnęłam się i znikłam za zakrętem.
To nie był duży budynek ale łatwo było się tu zgubić. Zakręty, schody wszystko prowadziło do wyjścia lub na piętro. Na dole znajdowały się gabinet i pokoje pani Bizz. Sala jadalna, kuchnia i pokój zabaw były za schodami. Na górze były tylko łazienki i nasze pokoje. Chociaż budynek nie był duży razem z nami trzema znajdowało się tu 34 dzieci. Niestety pani Bizz była.. jest coraz starsza a nie młodsza. Dlatego też boimy się co będzie z tym miejscem.
Zeszłam po schodach i wyszłam na dwór. Naprzeciwko naszego budynku znajdował się park. Jak na ta obskurną dzielnice Nowego Jorku był nawet ładny. Usiadłam na ławce w  tedy moja wzrok od razu powędrował na gwiazdy. Są takie nieskazitelne, jedna daje życie tysiącom innych. Są wolne i piękne. Przez wszystkich podziwiane
-Co tak tu siedzisz sama?
Wracając do rzeczywistości dosiadł się do mnie nie proszony gość.
-Czego chcesz Seth?
-Co tak niegrzecznie?- usiadł obok mnie- już nie pamiętasz jak nam było dobrze?
-Ty tak na serio? Dobrze to ci było z Kirą- miałam odejść ale złapał mnie mocno za rękę.
-Przestań mnie tak smucić wiem ze popełniłem błąd ale przyszedłem go naprawić- próbował mnie przytulić a mi ciśnie podniosło się do granic.
-Puść mnie bo jak nie…
-To co?- przerwał mi- zawołasz Raven?
-Poradzę sobie i bez niej- zaczęłam się szarpać ale na próżno. Nie mogłam się wyswobodzić z jego objęć.
-Chyba sobie jednak nie poradzisz skarbie…aałłaa- odskoczył o de mnie tak nagle że upadłam-poparzyłaś mnie. Świruska. Zapomnij że do siebie wrócimy- powiedział gdy odchodził
Ja? Poparzyłam go? Przecież to nie jest możliwe. Takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu. Pewnie się pomylił. Może ugryzł go jakiś robal. Przecież nie miałam zapalniczki a nawet jakbym miała nie dałabym rady jej włączyć. Wszystko stawało się coraz dziwniejsze. Powoli wstałam no tak rajstopy do wymiany. Kolana obdarte ale da się przeżyć nigdy szczególnie nie dbałam o tego typu rzeczy. Liczyło się bardziej przetrwanie. Usiadłam jeszcze na chwile na ławce ale kiedy pojawiły się chmury postanowiłam w końcu wrócić.
Kiedy przechodziłam ulicę zauważyłam pod naszym budynkiem czarne audi. Zwykle nikt nie jeździł tu takimi wypolerowanymi cackami. Należało pewnie do jakiegoś bogacza. Ale to mało prawdopodobne. Bo czego mógłby tu szukać? Postanowiłam jak zwykle przekraść się tylnym wyjściem, kiedy się spóźniałam. Bowiem ostatnio pani Bizz wyznaczyła nasza godzinę policyjną która zaczyna się po 23:00. Niestety ani ja ani dziewczyny się do niej niestosujemy dlatego kryjąc się nawzajem często wymykamy się tylnym wyjściem. Przez przejście dla naprawdę grubego kota naszej opiekunki. Whiskas to ogromny pers. Bardzo go tu wszyscy kochamy ale jego tusza nie pozwala wchodzić mu na schody.  Z czego się cieszymy wystarczy nam że codziennie pani Bizz robi niezapowiedziane rewizje. Szczególnie przeszukuje nasz pokój. Ale Raven ma dobre skrytki dlatego nic nie znajduje. Nauczyła się tego po paru wpadkach. ,,Ucz się na błędach” kocha to mówić i często się do tego stosuje. Może wydaje się porywcza i szalona ale taką ją kocham. Zawsze mogę na nią liczyć.
Przeciśniecie się przez kratkę jak zwykle było prościzną. Wyzwanie stanowiły skrzypiące niemiłosiernie  schody. Podeszłam powoli do drzwi gabinetu aby upewnić się ze pani Bizz śpi. Na moje nieszczęście światło było zapalone. A w środku słychać było cichą rozmowę. Przyłożyłam delikatnie ucho do drzwi i w tedy podłoga zaskrzypiała. Starczyło mi tylko czasu żeby zrobić unik i wejść do szafy stojącej na korytarzu.
Drzwi się otwarły. Z pomieszczenia wyszedł wysoki mężczyzna po 40-stce. Miał lekki zarost. Czarne włosy. Był ubrany w  garnitur. Już wiadomo do kogo należy samochód. Za nim stała opierając się o laskę pani Bizz. Rozglądali się oboje po korytarzu kiedy nikogo nie zauważyli podali sobie dłonie i z uśmiechem zaczęli rozmawiać dalej.
-Bardzo dziękuję że zgodziła się pani spotkać ze mną o tak późnej porze.
-Cała przyjemność po mojej stronie-mogłabym przysiąc  że mu się ukłoniła- ale proszę przyjść jutro nie chce teraz jej budzić.
-Oczywiście rozumiem zjawię się jutro z samego rana do widzenia.
-Do widzenia.
Nieznajomy skierował się w stronę drzwi a pani Bizz wróciła do gabinetu. W końcu miałam wolną drogę. Ciekawe które dziecko jest tym szczęściarzem po które przyjechał ten bogacz. Mam nadzieję że będzie szczęśliwe. Powoli wygramoliłam się z szafy i ruszyłam jeden stopień po drugim na górę. Każdy skrzypiał ale na szczęście pani Bizz ma słaby słuch i nic nie usłyszała. Ruszyłam korytarzem do pokoju oznaczonego czaszką (pomysł Raven). Przywitała mnie Kira w czerwonej koszuli nocnej i kapciach w króliczki. Raven leżała już w łóżku obie się o mnie martwiły ale Rav była zbyt twarda by to przyznać. Ważne że ja to wiedziałam.
-Gdzieś ty była?- Kira rzuciła mi się w ramiona ciężko było złapać powietrze.
-W parku ale spotkałam Setha potem pani Bizz miała kandydata do adopcji i musiałam czekać w szafie bo omal mnie nie przyłapali normalka – wyciągnęłam z szafy przetartą już koszulkę i niezbyt świeże spodnie od piżamy.
-No to ciekawa końcówka dnia- stwierdziła Rav układając się w pościeli- a ten facet do adopcji jak?
-Bogaty.. strasznie bogaty szczerze w ogóle nie wiem co on tu robi-rozpuściłam moje rude włosy- sama się zastanawiam kto jest tym szczęściarzem ale nikt nie przychodzi mi do głowy.
-Może ta nowa dziewczynka Erika?-spytała Kira
-Może być-stwierdziła Rav- w końcu trafiła tu niecałe 2 tygodnie temu bo nie ma krewnych a jej rodzice zginęli w wypadku nie jest taka jak my.
-Dowiemy się jutro teraz czas spać jutro mam test z angielskiego i chemii- mruknęłam skreślając w kalendarzu kolejny dzień do wolności.
-Ehh znowu pani rozsądna nie lubię jej w tobie-mruknęła Rav.
-Narzekasz po prostu chce się wyspać- stwierdziłam.
-Dobranoc-powiedziała Kira przytulając się do swojej poduszki.
-Dobranoc!-odpowiedziałyśmy z Raven.

Zobaczyłam że dziewczyny układają się w swoich łóżkach. Założyłam słuchawki. Słuchając mojej ostatnio ulubionej piosenki Listen to your Hearts.  Zasypiałam myśląc co przyniesie jutro. Kiedy Raven zaczęła chrapać uśmiechnęłam się pod nosem odwróciłam do ściany i sama nie wiem kiedy i mnie dopadł sen.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz