-Laila
zamknij w końcu to okno!! – krzyknęła do mnie opiekunka z drugiego końca
korytarza.
-Już zamykam
pani Bizz- uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
Chyba nie
poznacie nigdy bardziej pechowej osoby o de mnie. Piąty raz przez całe swoje
krótkie życie trafiłam do domu opieki. Bardziej wszystkim znane jako dom
dziecka pani Bizz. Miła staruszka która niestety nie ma już tyle samo siły co
kiedyś. Dlatego razem z Raven i Kirą pomagamy jej zajmować się młodszymi
dziećmi. Ale same chciałybyśmy z tąd wyfrunąć. Jeden obskurny pokój przez całe
życie, wciąż ta sama ulica. Jedyne co się u mnie zmienia to szkoła. Trafiałam do pięciu rodzin zastępczych
niestety w żadnej nie było mi dane zostać dłużej niż pół roku. Zwykle były to
nieprzewidziane problemy. Jako adoptowane dziecko nikt mnie nie lubił zwykle
zwracałam na siebie uwagę tylko złodziejaszków czy ćpunów. Niechciane
podpalenie, pobicie, kradzież i tak od domu do domu w każdym uważano że uda się
mnie sprowadzić na dobrą drogę. Niestety żadnemu się to nie udało i w końcu
zawsze wracałam do pani Bizz. Czuję że nie wykorzystałam jej dobroci i ja
zawiodłam ale starałam się być ta dobra po prostu czuje ze nie jest mi to
pisane.
Szłam powoli
zielonym korytarzem rozmyślając. Nie wiedząc kiedy stanęłam przed drzwiami
swojego pokoju. Kira siedziała na łóżku przeglądając czasopismo modowe. Zawsze
życzyłyśmy jej kariery modelki. Figura, nogi do sufitu, uroda której każda jej
zazdrości jest stworzona do bycia modelką. Tylko jest trochę głupia w jej
przypadku stereotyp blondynki to prawda.
Ponieważ zamiast się uczyć wolała spędzać popołudnia w łóżku z facetami. Ani ja ani Raven jej z tego powodu nie
potępiałyśmy w końcu miałyśmy tylko siebie od początku. Ale nie ma się co
dziwić skoro od małego patrzyła jak jej mama puszcza się za pieniądze. Sama
była owocem szalonej i nieplanowanej nocy. Jak zwykle siedziała w swojej
ulubionej miniówce i czerwonej bluzce z dekoltem. Jej biust nie był jakiś
ogromny. Natomiast faceci nigdy nie potrafili oderwać od niego wzroku.
Raven za to
popalała swoją ulubioną trawkę w oknie. Dzięki niej w całym pokoju tym
śmierdziało a ja musiałam nas tłumaczyć przed panią Bizz. Rav była typową
Gotką. Fioletowe włosy ni jak nie pasowały do jej zielonej bluzki z logo Iron
Maiden jej ulubionego zespołu. Czarne
pościerane jeansy nie miały nic wspólnego z jej niebieskimi skarpetkami w
kratkę. Zawsze była odmieńcem jak każdy z nas tutaj. Każda inna a jednak razem
tworzymy coś. Raven zawsze była buntowniczką broniącą mnie i Kire. Większość
uważała ją za chłopaka. Ale Raven
dorosła. Została bossem miejscowego gangu. Nikt z nią nie zadziera jej słowo
jest prawem. Co z tego ze prawie milion razy leżała w szpitalu postrzał,
pobicie norma. Jestem pewna że była by wspaniałą policjantką gdyby nie to że
trafiła tutaj. Normalny dom normalna rodzina i każda z nas była by na pewno
gdzie indziej. Szczęśliwa i ciesząca się każdym dniem.
Nagle
wszystkie usłyszałyśmy za drzwiami pukanie. Taki dźwięk zawsze wydawała laska
pani Bizz. Znowu będą kłopoty.
-Zgaś to
szybko!!- ponagliłam Raven.
Zamknęła
okno i jakby nigdy nic usiadłyśmy na łóżku przeglądając magazyn razem z Kirą.
Dosłownie parę sekund później weszła pani Bizz. Wszystkie przywitałyśmy ją tak
szczerym uśmiechem na jaki było nas stać niestety to było za mało.
-Raven-spojrzała
na nią srogo- ile razy mam ci powtarzać jeśli chcesz zapalić nie powstrzymam
cię ale rób to na dworze.
-Ale to było
tak jakby na dworze-Rav spojrzała ze skruchą w stronę okna.
-Chyba
założę wam tu kraty- westchnęła pani Bizz
Nagle zza
rogu usłyszałyśmy krzyk.
-To pewnie
znowu Ian. Odkąd się tu pojawił miewa lęki. Niedawno przywieźli go z granicy
Iranu. Jego rodzina zginęła podczas ataku, przeżyła jego siostra ale została na
miejscu jest medykiem-kiedy zobaczyłyśmy ze pani Bizz wstaje opierając się o
laskę chyba tak starą jak ona, wszystkie odezwałyśmy się chórem.
-Proszę
siedzieć- spojrzałyśmy po sobie i w końcu się odezwałam
-My się tym
zajmiemy.
Kiedy
wyszłyśmy na korytarz zobaczyłyśmy kapiącą wodę z sufitu. To miejsce było stare
ale magiczne. Wychowywałyśmy się tu. Pani Bizz nie miała pieniędzy na
jakąkolwiek naprawę czy pomoc. Niestety nasz czas też się zbliżał. Zostało
około 3 miesięcy do moich 18-stych urodzin. Co wiązało się z odejściem. Raven
odejdzie zaraz po mnie. A Kira zostanie tu jeszcze pół roku. Jestem pewna że
każda z nas zastanawiała się jak to będzie gdy nas zabraknie. Ale pani Bizz
podobnie jak wszyscy wiedza ze każdy chce się z tąd wyrwać nieważne jak to
miejsce było by kochane i piękne tu człowiek zazna tylko złudnego szczęścia.
-Jak
myślicie co będzie kiedy odejdziemy? – spytała Kira. Przeszywając nas
błękitnymi oczami.
-Wszystko
pójdzie się jebać!-skwitowała Rav.
-No wiesz
jak możesz tak mówić?- oburzyła się Kira.
-Powiedz mi
ze nie mam racji?- poczekała aż Kira odpowie ale odpowiedź nie nadeszła- gdyby
nie my to miejsce już dawno by się rozpadło. Kiedy odejdziemy pani Bizz nie da
rady a dzieciaki odeśle do innych domów. Prawda jest taka że tylko my trzymamy
to miejsce jako tako.
-Ale…-zaczęła
Kira lecz jej przerwałam.
-Raven ma po
części racje gdyby nie nasza pomoc pani Bizz nie dała by sobie rady a dobrze
wiemy że każdy chce się z tąd wyrwać i nikt nie ma nam tego za złe. Taka jest
kolej rzeczy.
Kira nie
zdarzyła już nic więcej powiedzieć bo ujrzałyśmy zapłakanego 9-letniego chłopca
z zakrwawioną dłonią. Siedział na podłodze i mamrotał coś kiwając się.
-Pan wilk po
mnie przyjdzie. Tak jak przyszedł po mamę i tatę. Zabierze mnie do swojej nory.
Zje na śniadanie. Zje na kolacje. Ale mną się nie naje. Wielki jak nosorożec z
zębami jak rekin będzie łowił poszukiwał cały czas- chłopiec powtarzał w kółko
to samo.
Raven
zaczęła nim potrząsać ale bez skutku. Kira zatamowała krwawienie w ręce. Było
to niewielkie rozcięcie. Musiał się przewrócić na schodach. Podeszłam do
chłopca. Złapałam go za rękę i próbowałam obudzić ale na próżno.
-Może by go
tak walnąć? – spytała Raven.
Spojrzałyśmy
na nią z Kirą jak na wariatkę. Jej cios mógłby się skończyć dlatego chłopca
nawet śmiercią. Żadna z nas nie chciała ryzykować.
-Pan wilk tu
nie przyjdzie my cię obronimy- w końcu chłopiec spojrzał na mnie. Jego wzrok
był pusty, nieobecny. Był jak lalka bez życia. Nie wiedziałam co się dzieje ale
kiedy spojrzałam w oczy chłopca zobaczyłam że są czarne. Wszystkie cofnęłyśmy
się do tyłu. Ruszył za nami jakby chciał coś nam zrobić. Kiedy zastałyśmy za
sobą tylko ścianę i zero drogi ucieczki. Chłopiec upadł i nie podniósł się.
Raven powoli się do niego zbliżyła. Kiedy go dotknęła chłopiec nadal się nie
poruszał. W końcu odwróciła go na plecy. Chłopiec spał. Było słychać jego
płytki oddech.
-Chyba nie
najlepiej jest go budzić- powiedziałam do dziewczyn a one na znak zgody kiwnęły
mi głową.
Mogę
przysiąść że pierwszy raz widziałam jak Raven Dirris się czegoś boi. Nigdy nie
widziałam żeby płakała, zawsze broniła innych nigdy się nie cofając a teraz?
Ona cofnęła się i to przed 9-latkiem. Na pewno nie będę jej tego wypominać. Ale
chyba wszystkie miałyśmy stracha.
Raven wzięła
chłopca na ręce. Szłyśmy korytarzem aż w końcu na jednych z drzwi zobaczyłyśmy
napis Ian Adenbur. Weszłyśmy do środka i przeraziłyśmy się jeszcze bardziej.
Pokój był cały w namalowanych wilkach, z krwią, kłami. Ale to nie były takie
zwykłe wilki. Były to krwiożercze bestie z czerwonymi oczami, wielkie, potężne
stworzenia. Rysunki były nawet na oknach a na drugiej stronie drzwi było
napisane ,,Pan wilk”.
-No dobra to
już jest psychiczne- powiedziała Rav kładąc małego na łóżku- Co to za pan wilk?
-Nie wiem i
nie chce wiedzieć. Może to po tym ataku ma jakieś halucynacje.
-A może
podkradł Raven grzybki halucynogenne- Kira nie mogła powstrzymać śmiechu. Ja
myślałam ze zamrożę Rav wzrokiem.
-Miałaś ich
tu nie przynosić!!- krzyknęłam- wiesz dobrze że już kiedyś cie je zabrano.
-Oj to było
dawno i nie prawda. Przechowywałam je tylko koledze. Powiedział mi coś o
brakach ale nie chciał kasy więc to olałam-mruknęła wychodząc z pokoju.
Po wyjściu z
pokoju usłyszałam za sobą głos Kiry.
-A ty dokąd
zaraz policyjna?
-Zaraz
przyjdę- uśmiechnęłam się i znikłam za zakrętem.
To nie był
duży budynek ale łatwo było się tu zgubić. Zakręty, schody wszystko prowadziło
do wyjścia lub na piętro. Na dole znajdowały się gabinet i pokoje pani Bizz.
Sala jadalna, kuchnia i pokój zabaw były za schodami. Na górze były tylko
łazienki i nasze pokoje. Chociaż budynek nie był duży razem z nami trzema
znajdowało się tu 34 dzieci. Niestety pani Bizz była.. jest coraz starsza a nie
młodsza. Dlatego też boimy się co będzie z tym miejscem.
Zeszłam po
schodach i wyszłam na dwór. Naprzeciwko naszego budynku znajdował się park. Jak
na ta obskurną dzielnice Nowego Jorku był nawet ładny. Usiadłam na ławce w tedy moja wzrok od razu powędrował na
gwiazdy. Są takie nieskazitelne, jedna daje życie tysiącom innych. Są wolne i
piękne. Przez wszystkich podziwiane
-Co tak tu
siedzisz sama?
Wracając do
rzeczywistości dosiadł się do mnie nie proszony gość.
-Czego
chcesz Seth?
-Co tak
niegrzecznie?- usiadł obok mnie- już nie pamiętasz jak nam było dobrze?
-Ty tak na
serio? Dobrze to ci było z Kirą- miałam odejść ale złapał mnie mocno za rękę.
-Przestań
mnie tak smucić wiem ze popełniłem błąd ale przyszedłem go naprawić- próbował
mnie przytulić a mi ciśnie podniosło się do granic.
-Puść mnie
bo jak nie…
-To co?-
przerwał mi- zawołasz Raven?
-Poradzę
sobie i bez niej- zaczęłam się szarpać ale na próżno. Nie mogłam się
wyswobodzić z jego objęć.
-Chyba sobie
jednak nie poradzisz skarbie…aałłaa- odskoczył o de mnie tak nagle że
upadłam-poparzyłaś mnie. Świruska. Zapomnij że do siebie wrócimy- powiedział
gdy odchodził
Ja?
Poparzyłam go? Przecież to nie jest możliwe. Takie rzeczy nie dzieją się w
prawdziwym życiu. Pewnie się pomylił. Może ugryzł go jakiś robal. Przecież nie
miałam zapalniczki a nawet jakbym miała nie dałabym rady jej włączyć. Wszystko
stawało się coraz dziwniejsze. Powoli wstałam no tak rajstopy do wymiany.
Kolana obdarte ale da się przeżyć nigdy szczególnie nie dbałam o tego typu
rzeczy. Liczyło się bardziej przetrwanie. Usiadłam jeszcze na chwile na ławce
ale kiedy pojawiły się chmury postanowiłam w końcu wrócić.
Kiedy
przechodziłam ulicę zauważyłam pod naszym budynkiem czarne audi. Zwykle nikt
nie jeździł tu takimi wypolerowanymi cackami. Należało pewnie do jakiegoś
bogacza. Ale to mało prawdopodobne. Bo czego mógłby tu szukać? Postanowiłam jak
zwykle przekraść się tylnym wyjściem, kiedy się spóźniałam. Bowiem ostatnio
pani Bizz wyznaczyła nasza godzinę policyjną która zaczyna się po 23:00.
Niestety ani ja ani dziewczyny się do niej niestosujemy dlatego kryjąc się
nawzajem często wymykamy się tylnym wyjściem. Przez przejście dla naprawdę
grubego kota naszej opiekunki. Whiskas to ogromny pers. Bardzo go tu wszyscy
kochamy ale jego tusza nie pozwala wchodzić mu na schody. Z czego się cieszymy wystarczy nam że
codziennie pani Bizz robi niezapowiedziane rewizje. Szczególnie przeszukuje
nasz pokój. Ale Raven ma dobre skrytki dlatego nic nie znajduje. Nauczyła się
tego po paru wpadkach. ,,Ucz się na błędach” kocha to mówić i często się do
tego stosuje. Może wydaje się porywcza i szalona ale taką ją kocham. Zawsze
mogę na nią liczyć.
Przeciśniecie
się przez kratkę jak zwykle było prościzną. Wyzwanie stanowiły skrzypiące
niemiłosiernie schody. Podeszłam powoli
do drzwi gabinetu aby upewnić się ze pani Bizz śpi. Na moje nieszczęście
światło było zapalone. A w środku słychać było cichą rozmowę. Przyłożyłam
delikatnie ucho do drzwi i w tedy podłoga zaskrzypiała. Starczyło mi tylko
czasu żeby zrobić unik i wejść do szafy stojącej na korytarzu.
Drzwi się
otwarły. Z pomieszczenia wyszedł wysoki mężczyzna po 40-stce. Miał lekki
zarost. Czarne włosy. Był ubrany w
garnitur. Już wiadomo do kogo należy samochód. Za nim stała opierając
się o laskę pani Bizz. Rozglądali się oboje po korytarzu kiedy nikogo nie zauważyli
podali sobie dłonie i z uśmiechem zaczęli rozmawiać dalej.
-Bardzo
dziękuję że zgodziła się pani spotkać ze mną o tak późnej porze.
-Cała
przyjemność po mojej stronie-mogłabym przysiąc
że mu się ukłoniła- ale proszę przyjść jutro nie chce teraz jej budzić.
-Oczywiście
rozumiem zjawię się jutro z samego rana do widzenia.
-Do
widzenia.
Nieznajomy
skierował się w stronę drzwi a pani Bizz wróciła do gabinetu. W końcu miałam
wolną drogę. Ciekawe które dziecko jest tym szczęściarzem po które przyjechał
ten bogacz. Mam nadzieję że będzie szczęśliwe. Powoli wygramoliłam się z szafy
i ruszyłam jeden stopień po drugim na górę. Każdy skrzypiał ale na szczęście
pani Bizz ma słaby słuch i nic nie usłyszała. Ruszyłam korytarzem do pokoju
oznaczonego czaszką (pomysł Raven). Przywitała mnie Kira w czerwonej koszuli
nocnej i kapciach w króliczki. Raven leżała już w łóżku obie się o mnie
martwiły ale Rav była zbyt twarda by to przyznać. Ważne że ja to wiedziałam.
-Gdzieś ty
była?- Kira rzuciła mi się w ramiona ciężko było złapać powietrze.
-W parku ale
spotkałam Setha potem pani Bizz miała kandydata do adopcji i musiałam czekać w
szafie bo omal mnie nie przyłapali normalka – wyciągnęłam z szafy przetartą już
koszulkę i niezbyt świeże spodnie od piżamy.
-No to ciekawa
końcówka dnia- stwierdziła Rav układając się w pościeli- a ten facet do adopcji
jak?
-Bogaty..
strasznie bogaty szczerze w ogóle nie wiem co on tu robi-rozpuściłam moje rude
włosy- sama się zastanawiam kto jest tym szczęściarzem ale nikt nie przychodzi
mi do głowy.
-Może ta
nowa dziewczynka Erika?-spytała Kira
-Może
być-stwierdziła Rav- w końcu trafiła tu niecałe 2 tygodnie temu bo nie ma
krewnych a jej rodzice zginęli w wypadku nie jest taka jak my.
-Dowiemy się
jutro teraz czas spać jutro mam test z angielskiego i chemii- mruknęłam
skreślając w kalendarzu kolejny dzień do wolności.
-Ehh znowu
pani rozsądna nie lubię jej w tobie-mruknęła Rav.
-Narzekasz
po prostu chce się wyspać- stwierdziłam.
-Dobranoc-powiedziała
Kira przytulając się do swojej poduszki.
-Dobranoc!-odpowiedziałyśmy
z Raven.
Zobaczyłam
że dziewczyny układają się w swoich łóżkach. Założyłam słuchawki. Słuchając
mojej ostatnio ulubionej piosenki Listen to your Hearts. Zasypiałam myśląc co przyniesie jutro. Kiedy
Raven zaczęła chrapać uśmiechnęłam się pod nosem odwróciłam do ściany i sama
nie wiem kiedy i mnie dopadł sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz